PUCHAR JAK TORT
Gazeta Wyborcza nr 280, wydanie waw z dnia 02/12/1994 SPORT, str. 24(A) Kompleks olimpijski przy Prospekcie Mira jest tak ogromny, że w części zaplecza hali znajduje się składnica książek. Podjeżdżają ciężarówki, ludzie noszą kartony. Gdzieś tylko wywieszka, że w piątek hurtownia książek jest nieczynna. Pisany będzie ostatni rozdział tegorocznych rozgrywek Pucharu Davisa: finał z udziałem Rosji i Szwecji. Na dworze szaro, pada drobny śnieg. Kilkaset metrów od hurtowni jest Olimpic Penta Hotel. Pięć gwiazdek, łóżko kosztuje 175 dolarów za dobę, a hotelowa cukiernia serwuje najlepsze w Moskwie torty. W konferencyjnej sali zamiast tortu wystawiono srebrną salaterkę - Puchar Davisa. Nie da się go podzielić, a łakomych nań jest kilku. Mer Moskwy zaciera ręce, jakby miał się brać do ciężkiej fizycznej pracy, i wyciąga z pucharu losy z nazwiskami graczy. W pierwszej parze zmierzą się Aleksander Wołkow i Stefan Edberg, w drugiej Jewgienij Kafelnikow i Magnus Larsson. Szef delegacji szwedzkiej mówi, że do tej pory Szwedzi jeździli do Moskwy z kijami... hokejowymi na Turniej Izwiestii. Teraz pokażą, co potrafią robić rakietą. Stosunek rubla do dolara w Moskwie jest jak 3232 do jednego, zaś notowania rosyjskiego zespołu na zwycięstwo w finałowym meczu ze Szwecją jak 60:40. Tak przynajmniej typuje znany w przeszłości finalista Wimbledonu Aleksander Metreweli. Aktor i reżyser Nikita Michałkow, szef Wszechrosyjskiej Federacji Tenisa, ma zaraźliwy śmiech. I śmieje się odpowiadając na pytanie "Gazety", jaką rolę odgrywa tenis w Rosji. - Przecież cały rząd gra w tenisa. A jak już ktoś na górze zaczyna, to i na dole wszyscy grają. To żart oczywiście. Ja gram i tak od dzieciństwa. Podczas losowania Michałkow gra na narodowej strunie, mówiąc, że prawo do drużyny daviscupowej posiada nie terytorium, lecz państwo, nie ludność, lecz obywatele. A w drużynie każdy odpowiada nie tylko za siebie, ale i za kraj. - Moskiewski finał jest jednym ze znaków, iż stanowimy państwo, i jakby się nie zakończył, przejdzie do historii, bo odbywa się w szczególnej dla nas chwili - mówi Michałkow. Kapitana Szwedów Jona Sjoegrena spytano, czy szwedzcy tenisiści mieli czas na zwiedzanie Moskwy i czy adaptowali się do warunków rosyjskich. - Na 100 procent - odpowiada. - Byliśmy przecież krótko na placu Czerwonym. W biurze prasowym harmider i zamieszanie. Ktoś skarży się szefowi biura, że "Podmoskowskije Nowosti" dostały trzy akredytacje, a jego gazeta, choć większa, mniej. Szef biura grzecznie odsyła spóźnionych z akredytacjami nie do diabła, lecz do Londynu, gdzie dysponowano pulą prasowych miejsc. Na pocieszenie akredytowani i nie akredytowani przy finale dziennikarze dostali na wieczór bilety do cyrku. Kolejność gier. Piątek: Aleksander Wołkow - Stefan Edberg; Jewgienij Kafelnikow - Magnus Larsson. Sobota: Kafelnikow, Andriej Olchowski - Jonas Bjoerkman, Jan Appel. Niedziela: Kafelnikow - Edberg, Wołkow - Larsson.
Źródło: GW