Gdy się nie ma, co się lubi...
RAPORT Z GÓRNEGO ŚLĄSKA nr 0 dodatek do Gazety Wyborczej nr 55, wydanie z dnia 06/03/1997 , str. 9Perspektywa powstania górnośląskiego zagłębia motoryzacyjnego jest przedwczesna, kusząca i niepokojąca zarazem. Przedwczesna, bo jeszcze kilka lat upłynie, zanim się ziści. Kusząca, ponieważ budowa fabryki Opla na przedpolach Gliwic oraz projektowane, choć wciąż nie przesądzone inwestycje Isuzu i Delphi w Tychach oznaczają tworzenie nowych i alternatywnych miejsc pracy, bardzo tutaj potrzebnych. Zajmą je zapewne nie tylko redukowani hutnicy i górnicy, co raczej dorastające ich dzieci. Niepokojąca natomiast dlatego, że Górnemu Śląskowi grozi zastąpienie archaicznej monokultury górniczo-hutniczej inną - motoryzacyjną, nowoczesną jak na standardy zacofanej gospodarczo Polski, ale już przestarzałą w warunkach Uniia Europejskiej. Powodów do umiarkowanych obaw jest zresztą znacznie więcej. Przemysł motoryzacyjny przeżywa regularne okresy dekoniunktur i kryzysów; bez trudu można sobie wyobrazić, że monokulturowy gospodarczo region, czteromilionowe miasto Górny Śląsk odczuje te zjawiska w sposób zwielokrotniony. Co gorsza, przemysł motoryzacyjny nie rodzi zbyt wielu "inteligentnych" miejsc pracy, wymagających najwyższych kwalifikacji, wiedzy i umiejętności praktycznych. Tym samym symbolicznego górnika z paradnym pióropuszem zastąpi monter w szykownym uniformie, obsługujący wprawdzie nowoczesnego robota, ale skazany na precyzyjne i całkiem mechaniczne naciskanie mrugających guzików i klawiszy komputera. Niepokoi, choć nie poraża, również fakt, iż monopol Fiata Auto Poland zostanie zachwiany w sposób ograniczony. Wiadomo bowiem, iż Opel to w istocie kapitał GM, podobnie jak Isuzu (około 1/3 kapitału GM), czy Delphi - kolejny kooperant międzynarodowego molocha. Dwuwładze GM i Fiata to naprawdę nie najlepsze rozwiązanie gospodarczych problemów Śląska. Przy okazji warto lokalnym samorządom korzystającym z koniunktury Specjalnej Strefy Ekonomicznej i oferty motokapitałowej sugerować, aby ich działania już na wstępie zachęcały do odrzucenia przez inwestorów postawy wyniosłej izolacji wobec miasta i regionu. Przykładu Fiata Auto Poland, odwróconego plecami do Tychów przez długie lata, nie warto naśladować. Zresztą ciepły oddech konkurencji dobrze robi włoskiemu koncernowi, który powoli i z oporami zwraca się twarzą do społeczności tyskiej. Słowem, Górny Śląsk w 2020 roku nie potrzebuje monokultury motoryzacyjnej i takich samych lub podobnych problemów, jakie przeżywa obecnie górnictwo tyle tylko, że przesuniętych w czasie. Warto raczej inwestować w gospodarkę zróżnicowaną, tworzyć zakłady duże, średnie i małe, rozbudowywać usługi tradycyjne i nowoczesne oraz - zachowując wszelkie proporcje - już teraz stawiać fundamenty pod Krzemową Dolinę nad Rawą. To właśnie ona skupi ludzi i przemysły najbardziej innowacyjne. Potrzebni w niej będą bankowcy i instytucje ubezpieczeniowe, liczne zakłady organizujące usługi naukowe i informatyczne, medyczne i turystyczne, produkujące wyrafinowane urządzenia hi-tech, oferujące wysmakowane i pospolite formy spędzania wolnego czasu. Przydadzą się zapewne i fabryki samochodów, byle tylko nie zdominowały pejzażu gospodarczego regionu. Jak na razie jednak region nie zainteresował swoją ofertą ani Microsoftu, ani przemysłów najbardziej innowacyjnych, wyjąwszy może Isuzu. Przy braku rodzimych i regionalnych kapitałów, a zatem w warunkach braku swobody inwestowania, oferta motoryzacyjna jawi się jako jedyna poważna i naprawdę trudna do pogardzenia.
Źródło: GW