Reklama

AdSense:

Linki sponsorowane

Tytuł piąty, nie ostatni

Gazeta Wyborcza nr 138, wydanie waw z dnia 16/06/1997 SPORT, str. 36

Jak w 1991, 1992, 1993 i przed rokiem koszykarze Chicago Bulls ponownie zostali najlepszą drużyną NBA. W obecności blisko 25 tysięcy widzów w swej hali United Center po raz czwarty pokonali Utah Jazz - 90:86. W 50-letnich dziejach NBA były tylko dwie dynastie - bostońskich Celtów, którzy w latach 1957-69 sięgnęli po jedenaście tytułów, oraz Los Angeles Lakers, najlepszych pięciokrotnie między sezonem 1979/80 a 1987/88. Teraz jest już trzecia - Byków. Gdy zakończyło się ostatnie starcie Byków z Jazzmanami z Utah, Michael Jordan wyciągnął w górę jedną rękę i pokazał na palcach, ile razy był już mistrzem. Za chwilę jednak uniósł drugą dłoń i śmiejąc się, pokazywał: sześć, siedem, osiem... Bez dokonań Jordana, który musiał być i został uznany za najlepszego gracza finałów, Bulls nie wygraliby po raz czwarty z Utah. Kilku zmieniających się obrońców gości mogło tylko sprawić, że Mike często nie trafiał (20 razy na 35 oddanych rzutów), ale zdobywał kosze, gdy jego drużyna tego najbardziej potrzebowała. Doskonale przewidział też, że w przedostatniej akcji meczu, przy remisie 86:86, na nim skupi się defensywa Jazzmanów i jeden z jego partnerów będzie nie pilnowany. Jednak MJ, mimo aż 39-punktowej zdobyczy, nie był jedynym bohaterem meczu rozgrywanego na oczach blisko 700 milionów ludzi. To spotkanie miało jeszcze co najmniej dwóch bohaterów - Scottie Pippena i rezerwowego Steve'a Kerra. A może nawet więcej, bo przecież gospodarze odzyskali prowadzenie w ostatniej kwarcie, gdy Jordan siedział wśród rezerwowych! - Brakuje słów na opisanie zasług dwóch kapitanów naszego zespołu - zdołał tylko powiedzieć coach zwycięzców Phil Jackson. Jednym z tych dwóch kapitanów - obok Jordana - jest Pippen. A "Pip" był w sobotę wszędzie. I choć czasami zawodził w obronie i tracił piłki, wynikało to z jego nieprawdopodobnej aktywności na boisku. Była też w jego grze pewność, która sprawiała, że można było być niemal spokojnym o końcowy wynik, mimo że Jazz prowadzili nawet 42:32 w pierwszej połowie i jeszcze 81:78 ponad półtorej minuty przed końcem. To do Scottiego należały też dwie kluczowe akcje spotkania. Pierwsza, gdy zmusił do oddania niecelnego rzutu z trudniejszej pozycji młodego Shandona Andersona (przy remisie 86:86). Druga, gdy pięć sekund przed końcem przechwycił podanie z autu rywali i rzucając się na parkiet, podał do Toniego Kukocza. A co z zasługami Kerra? Razem z Pippenem sprawił, że - pod nieobecność Michaela - ze stanu 64:73 zrobiło się 74:73. Sam świetnie pilnował Johna Stocktona. Wreszcie: - Trafiając pięć sekund przed końcem oddał rzut życia - ocenił Jordan. Liderowi Jazzmanów Karlowi Malone pozostało tylko wyrażenie samokrytyki: - Nie mogłem złapać rytmu gry. Coachowi pokonanych Jerry'emu Sloanowi sztampowe stwierdzenie, że Jordan to najlepszy gracz, jakiego kiedykolwiek widział. I chyba także rozterki, że może trzeba było bardziej zaufać Howardowi Eisleyowi, zmiennikowi jego superrozgrywającego Stocktona. Że zamiast młodego Shandona Andersona powinien wystawić do gry któregoś ze swych weteranów. Teraz już na to wszystko za późno. Chicago znów fetuje kolejny byczy sezon. Szósty mecz finałowy (do czterech wygranych). CHICAGO - UTAH 90:86 (17:23, 20:21, 27:26, 26:16). Bulls: Jordan 39, Pippen 23, Harper 2, Rodman 1, Longley 0 oraz Kerr 9, Kukocz 9, Williams 4, Buechler 3, Brown 0, Caffey 0. Jazz: Malone 21, Hornacek 18, Russell 17, Stockton 13, Ostertag 1 oraz Anderson 8, Eisley 6, Carr 2, Foster 0, Morris 0. Stan rywalizacji 4:2, tytuł dla Bulls. Rzuty z gry: Bulls 31 celnych/81 oddanych - Jazz 26/65; rzuty za 3: 5/14 - 7/15; rzuty wolne: 23/30 - 27/39; zbiórki: 50 (35 w obronie i 15 w ataku, najwięcej Jordan i Rodman po 11) - 36 (31 i 5, Ostertag 8); asysty: 15 (Jordan 4) - 14 (Stockton 5); prze-chwyty: 7 (Pippen 2) - 8 (Malone 4); straty: 13 (Pippen 5) - 11 (Russell i Stockton po 3); bloki: 4 (Pippen 3) - 6 (Ostertag 4). ° KLUCZ DO ZWYCIĘSTWA Kerr - dla siebie, Jordana i Billa Szczupły blondyn z pozoru nie pasuje do drużyny już pięciokrotnych mistrzów. Od kiedy gra w Chicago (wrzesień 1993 roku), wiele się nasłuchał, ile brakuje mu do wielkiego poprzednika, podobnego pod względem fizjonomii i stylu gry do Johna Paxsona. W szóstym starciu Kerr pozbył się kompleksów. To on - jak Paxson w 1993 - zdobył zwycięskiego kosza dla Byków w meczu kończącym finał. Chwilę wcześniej Jordan powiedział do niego: - W ostatniej akcji dostaniesz piłkę, bo pilnujący cię Stockton pójdzie do mnie. Kerr odpowiedział: - Będę gotów i trafię. Trafił. Niewysoki obrońca Bulls kiepsko grający w całym play off (w finałach tylko 6 celnych rzutów na 20, a średnia punktowa - 3,4 - niższa od tej w sezonie o 4,7 pkt.) zrobił też dużo więcej. Przez cały czas - jak w poprzednim spotkaniu w Salt Lake City - był niczym rottweiler dla Stocktona (tylko 6 asyst w sobotę). Z Pippenem sprawił również, że Byki, przegrywając 64:73, doprowadziły do wyniku 74:73. - Słyszałem, jak w telewizyjnym komentarzu Bill Walton stwierdził, że Sto-ckton wykończył Kerra - powiedział Kerr. - To, co zrobiłem, to także dla ciebie Bill.

Źródło: GW



ELingRinDeMYrinFO nEtmielNOPl wyniki piłkarskie na żywo Market TEKSTY PRZEWORSK PL